Był ciepły, jesienny dzień. Zbliżały się święta, ale Marek o tym nie myślał. Ciągle

zastanawiał się, jak podołać nowemu zadaniu. Marzył mu się awans – wyższe zarobki, więcej pracy. Nie lubił siedzieć w domu – żona narzeka, dzieci dokuczają… Nie można się skupić, a co dopiero pracować!

Wiele razy zastanawiał się, po co właściwie się żenił. Nie wiedział już, po co mu rodzina – miał przecież dobrą pracę, dużo zarabiał, robił co i kiedy chciał… Taki dobry prawnik jak on mógł sobie pozwolić na wszystko.

Kiedy w końcu dotarł do domu, przywitała go scena, którą znał już na pamięć: dzieci biegające po mieszkaniu i Matyldę próbującą je uspokoić. Nawet się nie przywitał, poszedł prosto do swojego gabinetu. Otworzył teczkę z aktami nowej sprawy i zaczął je czytać. Kolejna sprawa rozwodowa. Ta jednak różniła się od pozostałych. Nie chodziło ani o zdradę, ani o pieniądze. Klient chciał, aby pomóc mu nie dopuścić do rozwodu i utraty dzieci. Pragnął drugiej szansy, by stworzyć rodzinę, o jakiej marzył od dzieciństwa: pełną ciepła, miłości i zrozumienia.

Marek zaczytał się i nie zauważył, kiedy minęła północ. Położył się spać, a następnego dnia ruszył na spotkanie z klientem. Miał usłyszeć całą historię, z uwzględnieniem szczegółów pominiętych w aktach. Nie wiedział, dlaczego, ale chciał mu pomóc. Czuł, że może na tym wiele zyskać.

Krzysiek, bo tak mu było na imię, od zawsze chciał zapewnić rodzinie dostatek. To pragnienie było tak silne, że nie zauważył nawet, kiedy zaczął ją zaniedbywać. Dążył za pieniędzmi, a z rodziną spędzał coraz mniej czasu. W końcu zaczął zapominać o urodzinach żony i dzieci, rocznicy ślubu, ważnych rodzinnych świętach. Z Majką widywał się tylko przelotnie, a z dziećmi już prawie w ogóle, bo wychodził i wracał kiedy spały, albo nawet nie nocował w domu. W końcu jego żona nie wytrzymała i wniosła pozew.

Spotkanie skończyło się, a Marek wrócił do biura. Po skończonym dniu pracy wrócił do domu. Było już późno, więc od razu położył się spać.

Nagle poczuł, że coś się stało. Wstał i zobaczył, że wszystkie szafy są puste, nie ma żadnych zdjęć, ani jakichkolwiek śladów obecności Matyldy i dzieci. Zaczął wołać, szukać ich wszędzie. Po kilku godzinach poszukiwań poczuł głęboki smutek. Nie myślał, że można tak za kimś tęsknić. Zapłakał. Nagle poczuł na ramieniu czyjś dotyk. Kiedy obrócił głowę zobaczył tylko rozmazany obraz. Potem usłyszał głos Matyldy. Otworzył szeroko oczy i zobaczył, że leży obok żony. „To był tylko sen, zły sen” – pomyślał.

„Przepraszam. Przepraszam za wszystko. To się zmieni, obiecuję. Praca już nigdy nie będzie dla mnie ważniejsza od rodziny.”- powiedział i przytulił Matyldę. –„Nareszcie.”- westchnęła i uśmiechnęła się szeroko.

         Marek zrobił tak, jak obiecał – zaczął spędzać z rodziną więcej czasu, nie

Opowieść przed-wigilijna